Rozmowa o ludziach, którym zawdzięczamy najwięcej, o błędach i wnioskach, oraz o prywatnych motywacjach do pracy i rozwoju.

Marek Mroczek – doświadczony trener personalny, trener przygotowania motorycznego, doradca żywieniowy specjalizujący się w coachingu dietetycznym i psychodietetyce. Były ligowy siatkarz i dziennikarz sportowy piszący dla Przeglądu Sportowego. Miłośnik dyscyplin wytrzymałościowych.  Współwłaściciel OMTC – Oracz Mroczek Training Center w Krakowie.

Zapraszam do wysłuchania odcinka.


O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

  • 4:30 Jak zaczęła się kariera trenerska Kuby
  • 6:34 Jak zaczęła się kariera trenerska Marka
  • 9:15 Jak wyglądała kwestia edukacji na początku kariery trenerskiej Kuby i Marka
  • 12:26 Co było największą motywacją do stawiania kolejnych kroków na ścieżce rozwoju trenerskiego u Kuby, a co u Marka
  • 22:01 Czy zdobywanie wiedzy służyło również byciu lepszym sportowcem
  • 27:50 Jakie były tzw. game changery, punkty zwrotne na ścieżce rozwoju Kuby
  • 31:33 Jakie były główne nurty szkoleniowe, które nadały kierunek karierze Marka, a którym szkoleniom najwięcej zawdzięcza Kuba
  • 39:56 Z jakich projektów Kuba jest dumny, co pozwoliło mu się rozwinąć
  • 42:44 Jakie osoby i projekty okazały się najważniejsze w rozwoju Marka
  • 51:20 Jakie są wady i zalety pracy „na swoim”, a jakie pracy w zorganizowanych strukturach
  • 55:15 Czy wiedza zdobywana stacjonarnie ma przewagę nad wiedzą zdobywaną online
  • 59:08 Co jest lepsze – trenerska 'hybryda”, czy trener wąsko, ale wysoce wyspecjalizowany
  • 1:05:34 Czy lepiej inwestować w twardą wiedzę czy w umiejętności miękkie
  • 1:10:23 Jakie są złote cytaty i rady, którymi na co dzień kierują się Kuba i Marek

Podcast do poczytania

Kuba Podgórski W dzisiejszym odcinku porozmawialiśmy z Markiem o wszystkich naszych doświadczeniach w przygodzie trenerskiej. Opowiedzieliśmy o ludziach, którym zawdzięczamy najwięcej, o błędach, porażkach i wnioskach, jakie wyciągnęliśmy na przestrzeni piętnastu ostatnich lat. Opowiedzieliśmy o naszych prywatnych motywacjach do pracy i do rozwoju. To szczera rozmowa dwóch kumpli, trenerów, którzy próbują wskazać te kierunki, które mogą przydać się młodym trenerom, odnosząc się do konkretnych sytuacji, jakie spotkali na swej drodze. Dużo pytań, dużo odpowiedzi, dużo przemyśleń. Zapraszamy do wysłuchania odcinka.

Witamy Was bardzo serdecznie w dziewiątym już odcinku Treningu na faktach. Za mną jest dzisiaj Marek Mroczek. Cześć Marek!

Marek Mroczek Cześć wszystkim, witam serdecznie.

KP Poruszamy Marku jaki temat? Bo dzisiaj Ty niejako będziesz gospodarzem tego odcinka, więc przekazuję Ci pałeczkę.

MM Tak, dzisiaj mój premierowy odcinek w roli gospodarza. Dzisiaj przygotowaliśmy taki temat z kategorii tych „miękkich”, odchodząc nieco od tematyki „twardej” treningowej, mianowicie porozmawiamy na temat rozwoju ścieżki trenerskiej. Postaramy się ugryźć ten temat z wielu możliwych stron. Porozmawiamy o ścieżce rozwoju trenera sportowego, ścieżce rozwoju trenera w rekreacji czy usługach komercyjnych, usługach typu fitness czy w treningu personalnym. Zdradzimy trochę własnego backgroundu, pokażemy ten background i powymieniamy się wieloma różnymi ciekawymi doświadczeniami, które być może każdy z Was będzie mógł zabrać dla siebie, albo chociaż cząstkę tych doświadczeń zabierze dla siebie. I powymieniamy się też przemyśleniami na temat tego, co warto robić, czego nie warto robić, gdzie można ustrzec się błędów i zaoszczędzić trochę czasu. Mam nadzieję, że będzie bardzo ciekawie, bo trochę lat już w tym – mówiąc kolokwialnie – siedzimy i myślę, że warto taki „know how” przedstawić.

KP Rozmawiając z Markiem, doszliśmy do wniosku, że cała branża, zarówno przygotowania motorycznego jak również fitness, tak diametralnie się zmienia na przestrzeni lat, że rzeczy, o których my się tak naprawdę uczyliśmy jak zaczynaliśmy, dzisiaj wyglądają kompletnie inaczej, jeżeli chodzi o pozyskiwanie wiedzy, jeżeli chodzi o dostępność wiedzy, która dzisiaj jest niesamowita i powinniśmy z niej czerpać pełnymi garściami. Natomiast kiedyś było zupełnie inaczej i mamy nadzieję, że każdy z was chociaż odrobinę – jakiś 1%, 5% – tych informacji zabierze dla siebie i być może zobaczy drogę, o którą ja bardzo często jestem pytany. I cieszę się,  że mam możliwość Marek teraz z Tobą o tym porozmawiać, ponieważ mam nadzieję, że dzięki temu nie będziemy musieli regularnie powtarzać tych kierunków, drogi, którą cały czas przechodzimy i którą przeszliśmy, tylko być może będzie to takie kompendium wiedzy, w jaki sposób zostać trenerem.

No to co, zaczynajmy.

MM To spotkanie ma ściśle określony scenariusz, ale ja gorąco liczę na to, że uda się poruszyć maksymalnie dużo wątków pobocznych i wytworzy się między nami jakaś forma dyskusji, bo chyba to jest w ogóle najlepsza forma poznawania zjawisk świata teorii i praktyki treningowej etc.

MM Myślę, że na początek powinniśmy uchylić rąbka tajemnicy jak to się w ogóle zaczęło. W Twoim przypadku Kuba, jak zaczęła się Twoja kariera trenerska?

KP Tu ciekawostka, ponieważ było to bardzo dawno temu, jeszcze w poprzednim wieku 😉 więc to może dla naszych młodszych słuchaczy będzie lekko szokujące. Ale przechodząc do konkretów – ostatnio zdałem sobie sprawę, że zdecydowanie ten kierunek trenerski i ta moja przygoda zaczęła się już w momencie, kiedy sam byłem zawodnikiem, ponieważ już wtedy bardzo świadomie chciałem zdobyć wiedzę, w jaki sposób mógłbym poprawić swoje parametry, zarówno fizyczne, jak i żywieniowe w tamtym czasie. I już w latach 90. szukałem wielu informacji, które mogłyby mi w tym pomóc. Rzeczywiście stało się to moją pasją i na bazie wykutej pasji zacząłem się bardzo mocno interesować cały czas tą stroną prozdrowotną – przede wszystkim motoryczną, jak i żywieniową – co później mi się troszkę zmieniło i bardzo mocno poszedłem w kierunku motoryki, a kwestie żywieniowe pozostawiłem już fachowcom, czyli dietetykom, z którymi współpracuję. I świadomie o tym mówię, ponieważ ciężko jest, a przynajmniej trudno jest mi sobie wyobrazić rozpoczęcie pracy trenera bez tej „twardej” praktyki. Kiedy dotykałeś tego błota, potu, łez, kiedy mogłeś na własnej skórze odczuć wszystkie możliwe błędy, które popełniałeś jako osoba ćwicząca, jako zawodnik – i mogłeś to później skonfrontować z wiedzą zarówno praktyczną, jak i teoretyczną, którą nabywałeś. W wielkim skrócie, tą największą dla mnie nauką była ta strona praktyczna od strony zawodnika, kiedy zobaczyłem dokładnie jak moje ciało, jak mój organizm reaguje na konkretne obciążenia. I to jest coś, co jest gigantycznym bagażem, ponieważ dzisiaj dokładnie wiem, jak to ciało reaguje również wtedy, kiedy jakieś złe bodźce są mu zadawane.

KP A jak to u Ciebie wyglądało jeśli chodzi o sam początek?

MM Muszę powiedzieć, że jest dosyć podobny, natomiast muszę się przyznać na antenie, że to się zaczynało w sposób totalnie nieuświadomiony. To znaczy ja też takie pierwsze refleksje na temat procesu treningowego zacząłem snuć i w ogóle dostrzegać pewnego rodzaju prawidłowości w momencie, kiedy rozpocząłem studia na krakowskim AWF-ie. Wcześniej byłem takim typowym zawodnikiem, to znaczy wykonywałem polecenia trenera. Bardzo lubiłem dużo pracować, dużo trenować, dużo dodatkowej pracy wykonywałem na siłowni, czy w formie treningów wytrzymałościowych samodzielnie wykonywanych. Oczywiście też chowało mnie podwórko, bo też jestem dzieckiem urodzonym w latach 80., więc uprawiałem maksymalną ilość sportów, co w sposób nieuświadomiony na pewno pomagało mi jako zawodnikowi piłki siatkowej. Natomiast te pierwsze refleksje to są właśnie studia na Akademii Wychowania Fizycznego, ale muszę powiedzieć, że wtedy absolutnie nie łączyłem tego z tzw. przyszłą pracą. Nie myślałem o tym w ten sposób, bo po prostu byłem tak zafiksowany na grę, na rywalizację, na grę w siatkówkę, na przebywanie na boisku siatkarskim, że nie myślałem o tym w kategoriach przyszłej pracy. Taki moment przełomowy to w moim przypadku 28.rok życia, kiedy po różnych perturbacjach zawodowych (próbowałem różnych rzeczy, bo jestem tego typu człowiekiem), postanowiłem, że postawię wszystko na jedną kartę i trafiłem wtedy prosto z boiska do branży fitness. No i mówiąc kolokwialnie – pykło. Poczułem się oczarowany. Wszystko było dla mnie nowe, wszystko było dla mnie wyzwaniem, challengem. Znalazłem sobie nowe miejsce na ziemi, bo ta może nie pasja do siatkówki, bo to nie do końca tak jest, tylko pasja do kontynuowania tej kariery trochę przygasała. Już wtedy nie widziałem takiej motywacji do dalszego podejmowania treningów siatkarskich, więc naturalnie przełożyłem cały swój wysiłek i ten tzw. po angielsku „effort” na  pracę w fitnessie. No i poszło, poszło bardzo szybko. To raptem 9 lat, bo Ty zaczynałeś trochę wcześniej, u mnie to był 2012 rok. Ten rozpęd, ta szybkość tego, jak to się rozwijało, była gigantyczna, ale też ja dałem na to sobie w głowie przyzwolenie i chłonąłem wszystko, co się dało. Formy, które mnie interesowały chciałem poznać z każdej możliwej strony. Poznawałem masę ludzi i to pomagało tą karierę trenerską rozwijać. Także takie były początki.

KP Tutaj płynnie możemy przejść do drugiego kroku – drugim krokiem już była ta „twarda” edukacja.

Twarda, czyli już z tej praktyki przeszedłem do teorii. Przede wszystkim oczywiście studia – Wychowanie Fizyczne w Krakowie. Z tych „twardych” jeszcze mógłbym tutaj dodać przygotowanie motoryczne na studiach Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. No i jak pewnie większość trenerów – tysiące szkoleń. Tak, tych szkoleń bardzo dużo, wtedy stacjonarnych. Dzisiaj zupełnie inaczej to wygląda, mamy dostęp do wiedzy również online. Książki oczywiście jak najbardziej. I myślę, że w dalszej fazie opowiemy, o jakich konkretnie mówimy szkoleniach i o jakich konkretnie mówimy trenerach, którzy nas wyedukowali, którzy byli dla nas tym „czynnikiem zapalnym”, którym zawdzięczamy najwięcej. Natomiast rzeczywiście gdzieś w połowie lat 2000 już się zaczęła ta twarda edukacja o której wspominałem, wtedy już było chłonięcie literatury i nauki.

MM W ogóle ten czas, w którym ja wchodziłem do komercyjnego fitnessu był zupełnie inny, niż teraz, bo próg wejścia był znacznie wyższy. No niestety – tak trzeba powiedzieć, bo ja wchodząc do fitnessu już miałem ukończone 2 kierunki studiów, byłem trenerem 2.klasy piłki siatkowej, miałem 7 licencji instruktora sportu, różnych sportów. Wtedy można było liczyć raptem na jakiś etacik instruktora siłowni i trzeba było dziękować losowi, że w ogóle udało się zdobyć taką pozycję. Dzisiaj wygląda to troszeczkę inaczej z racji tego, jak ta branża się rozrosła i jak ona szybko się rozwinęła. To jest oczywiście dobra sprawa, że dzisiaj każdy, kto rokuje, każdy, kto chce podjąć pracę, w zasadzie taką możliwość ma. Jak to potem się potoczy, to już tych czynników jest masę. No ale podobnie jak Ty – najpierw praktyka, twarda edukacja i dopiero jak wszedłem do branży fitness to dowiedziałem się o czymś takim, że istnieją szkolenia branżowe i też zobaczyłem, że pomimo tak dużej ilości twardej wiedzy, którą posiadałem i też praktyki treningowej, której przez lata przecież się podejmowałem, jak ja tak naprawdę niewiele wiem i jak ja tak naprawdę niewiele potrafię. Że ja mam bardzo wąsko perspektywiczne wykształcenie i wąsko perspektywiczne patrzenie na trening – to było też fascynujące.

KP Przepraszam, że Ci przerwę, bo na pewno to, co się tutaj cały czas będzie pojawiało, to ta świadomość, jak bardzo dużo nie wiemy – z każdym kolejnym dniem, w którym wiemy coraz więcej. To jest coś, co mam wrażenie, że powiedziałeś, natomiast tak jak bardzo mnie to uderza na co dzień, to z jednej strony jestem załamany 😉 a z drugiej strony mam świadomość tej nieustannej chęci i potrzeby rozwoju. Ta świadomość, jak dużo nie wiem, tak naprawdę motywuje mnie do działania.

MM Dokładnie. Chcąc podjąć się kolejnego wątku – tutaj też takie trochę odniesienie do własnych doświadczeń. On jest bardzo mocno skorelowany z ludźmi, z którymi na co dzień przebywam przez wiele godzin. Mówiąc wprost, są to moi podopieczni, moi klienci, czy to zajęć indywidualnych czy personalnych. I jak oni opowiadają o swojej pracy, o tym, co stworzyli, co na co dzień robią, zawsze mnie fascynuje to, co jest taką realną motywacją. Czy w naszym przypadku, w Twoim, w moim przypadku motywacją do tego, żeby się rozwijać, do tego, żeby stawiać te kolejne kroki na ścieżce rozwoju trenerskiego była np.chęć zdobywania wiedzy, czy to były może finanse, czy może na początku już myśleliśmy o tym, żeby skierować się w stronę budowania silnej marki osobistej, o której tyle się teraz mówi? Jestem bardzo ciekawy, jak to było w Twoim przypadku, bo ja myślę, że jestem w stanie się dosyć jasno określić, natomiast w Twoim przypadku co to było?

KP Super pytanie, ponieważ tak naprawdę nigdy się nad tym jakoś szczególnie nie zastanawiałem, natomiast myślę, że takim bardzo dużym motorem napędowym chęci rozwoju było to (tu będzie banał), że ja naprawdę kochałem (kocham) sport, kocham piłkę nożną. I tu muszę to podkreślić, ponieważ znasz mnie Marek bardzo dobrze i ja już chyba powoli głośno mogę zacząć mówić, że jestem bardzo mocno osadzony, ale stricte w piłce nożnej. I ja chyba chcę, żeby tak było. Nie wiem, czy wiesz, o co mi chodzi, że ja tak mocno kocham tę dyscyplinę, że tak naprawdę (mam nadzieję, że nie będę żałował tych słów) chcę pracować po prostu w piłce nożnej, bo ją czuję. Pewnie nie miałbym problemu, żeby pracować z tenisistami stołowymi, tylko nie wiem, czy czułbym tą dyscyplinę na tyle dobrze, żeby kochać to, co robię. Być może tak by było. Teraz tego nie wiem, natomiast wiem na pewno, że tak bardzo jestem zakochany właśnie w tej dyscyplinie, którą całe życie uprawiałem i w której pracuję, że to był ten mój główny motor napędowy, czyli funkcjonować w świecie, w środowisku, który ja po prostu lubię, znam, rozumiem, który chłonę w każdej konkretnej sekundzie. I później ta chęć wraz ze zdobywaniem kolejnej wiedzy i świadomości jak dużo nie wiem, powodowała, w połączeniu z pracą z ludźmi i z dyscypliną, którą uwielbiam, że ja się tam dobrze czułem. Więc może ta odpowiedź jest taka trochę zawoalowana i troszeczkę dookoła, ale myślę, że tym głównym motorem była ta gigantyczna pasja i chęć funkcjonowania w tym świecie, który po prostu znam, rozumiem i kocham.

MM Z tego co słyszę, bo ja mam bardzo podobnie, tylko oczywiście w innych obszarach, jest trochę tak, że pewnie czujesz się, jakbyś wchodził do domu -wchodząc do klubu, wchodząc na plac gry, na boisko, czy wchodząc do szatni – po prostu czujesz się jak w domu. I to jest taki moment, w którym nie zadajesz sobie masy zbędnych, dodatkowych pytań, to znaczy czy to się opłaca robić, czy warto inwestować tyle czasu – tak mi się przynajmniej wydaje.

KP Dokładnie. Nawiązując do tego, co powiedziałeś i jak wymieniałeś te ewentualne powody, co nas mogło ciągnąć w kierunku pracy trenerskiej, robienia tego, co robimy dzisiaj, to zdałem sobie sprawę, że to przez ani jeden moment nie pojawiło się w mojej głowie. To było bardzo naturalne przejście do chęci bycia właśnie w tym „domu”, w środowisku, które rozumiem, i chęci przekazania tej wiedzy i tych aspektów, których (nie wiem, czy taka negatywna motywacja jest ok) ja nie dostałem. Bo tamte czasy były zupełnie inne i tam zawodnik bardzo mocno musiał radzić sobie sam, tzn. kiedy kończył się sezon, to Ty sam musiałeś sobie organizować zajęcia na siłowni, żeby utrzymać tą formę. Instytucja trenera przygotowania motorycznego wtedy nie istniała. I to były takie czasy i moja motywacja była dosyć prosta, czyli cały czas umożliwiać z czasem osobom takim jak ja kiedyś, taki obszar, który pozwoliłby nie popełniać pewnych błędów, albo edukować zawodników. I powiem szczerze, że do dzisiaj mi tak zostało, że dużo z zawodnikami rozmawiam i cały czas się na tym łapię, że ja podczas treningów bardzo często ich uczę dlaczego coś robimy, bo wydaje mi się, że wtedy po prostu lepiej to zapamiętają, jeżeli będą dokładnie wiedzieć czemu to robią. Tak nie było w moim wypadku, bo ja mechanicznie bardzo często wykonywałem pewne ćwiczenia, które trenerzy zadawali. Myślę, że dzisiaj podszedłbym do tego tematu inaczej. Także chęć pomocy i ta pasja, która była od małego zaszczepiona, do tego, co robię, to chyba ten mój główny motor napędowy.

MM Używając górnolotnych słów, to oczywiście wchodząc do pracy trenerskiej, ja zaczynałem wprost od branży fitness karierę w tym szerokopojętym komercyjnym świecie. Pracowałem jako instruktor siłowni, potem trener personalny i w końcu instruktor zajęć grupowych – ze świata sportu na jakiś czas się w tamtym okresie swojego życia wykasowałem. Mówię tutaj oczywiście o pracy trenerskiej, bo cały czas praktykowałem sport, z siatkówki przerzuciłem się na bieganie maratonów, co też mnie po prostu porwało. Absolutnie tak samo jak wchodziłem do pracy jako instruktor siłowni, trener personalny, nie wiedząc wiele na temat prawideł wykonywania tego zawodu, mając dosyć silne podstawy w postaci twardej wiedzy, ale nie mając takiego know-how, takich po prostu zwykłych, praktycznych nawyków do wykonywania tej pracy – tak samo wchodziłem w świat biegania maratońskiego. Mówiąc kolokwialnie, tak totalnie „na pałę”. Czyli po prostu ubrałem buty do biegania, zacząłem trenować i tak przygotowałem się do swojego pierwszego maratonu, a potem naturalnie rozpoczął się proces zdobywania dużej ilości wiedzy na ten temat.

Na początku mojej drogi trenerskiej to było tak, mówiąc o takich „mikro” rzeczach, to ja po prostu miałem gigantyczny stres rozmawiając z klientami, z podopiecznymi, czy prowadząc treningi, że oni zadadzą mi pytanie, na które ja nie będę znał odpowiedzi. I to mnie tak stresowało, że spowodowało, że ja po prostu jak oszalały zacząłem pędzić, żeby zdobyć maksymalną możliwą ilość wiedzy. I w ogóle dowiedziałem się, wchodząc do branży fitness, że istnieje coś takiego jak szkolenia branżowe. Bo wcześniej miałem ministerialne papiery, byłem trenerem 2.klasy piłki siatkowej już z dyplomem, czy instruktorem wielu różnych dyscyplin sportowych właśnie zdając te państwowe egzaminy, czy uzyskując ten tytuł na Akademii Wychowania Fizycznego. Nie wiedziałem, że istnieje jakieś komercyjne ujęcie edukacji w tamtym czasie. Ale jak się o tym dowiedziałem, to po prostu podążyłem tą ścieżką. Pobiegłem sprintem po wiedzę, bo po pierwsze to było coś nowego – zawsze jak dotykamy czegoś nowego, to jak ma się taki mental jak Ty czy ja, bo znamy się świetnie, to po prostu wchodzisz w to na 1500%, bo jest to dla Ciebie świeże, jest to dla Ciebie nęcące, jest to dla Ciebie jakaś forma takiego nieodkrytego świata, którą za wszelką cenę chcesz poznać. Czy ja wtedy myślałem o finansach? Myślę, że nie, dlatego, że moja pierwsza praca w fitnessie była tak nisko płatna, czy moja pierwsza wypłata – jak zobaczyłem ten pierwszy wyciąg, to zastanawiałem się, co ja tam robię. Biorąc pod uwagę to, ile zarabiałem w poprzedniej pracy, to też nie były jakieś kokosy, ale tu to był jakiś dramat za pierwsze miesiące pracy. Ale jakiś taki głos podpowiadał mi, że to jest to miejsce, to jestem ja, to jest mój drugi dom. Ja nie czuję się tak, jakbym chodził do pracy. A pewnie to jest gdzieś tam ciekawe, ja na początku miesięcznie pracowałem po 300 godzin jako instruktor siłowni. Byłem tam non stop, żeby poznawać ten świat, żeby poznawać się z ludźmi, chłonąłem to, jak pracowali moi koledzy. Ja miałem w ogóle mega szczęście na początku swojej drogi, bo trafiłem do bardzo dobrego klubu z ciekawym Managementem i świetną kadrą trenerską. To byli mega doświadczeni trenerzy, którzy zjedli na tym fitnessie już zęby. I takie pierwsze motywacje, to też jest takie mega śmieszne – ja pamiętam, że my pracowaliśmy w czarnych koszulkach jako instruktorzy siłowni, a trenerzy personalni mieli białe. Moim pierwszym motywatorem w pracy pamiętam było to, że za wszelką cenę jak najszybciej chcę przebrać się w białą koszulkę. Bo to było takie mega nobilitujące. Pamiętam jak dziś, mam to przed oczami, przecież to minęło 9 lat, jak wchodzę do siłowni w białej koszulce po raz pierwszy i widzę ten wzrok uznania moich kolegów. Idę na ten trening personalny, pierwszy sprzedany, byłem naprawdę mega dumny.

Zadałem to pytanie też używając takiego sformułowania jak „budowanie marki osobistej”. Totalnie szczerze – ja absolutnie w tamtym okresie czasu, mimo, że byłem naprawdę dobrze wykształconym człowiekiem już wtedy, nie miałem pojęcia, że istnieje coś takiego jak marka osobista. Także w ogóle jeżeli szukamy tych motywacji do rozwoju na początku własnych karier, to na pewno nie było to budowanie marki osobistej, bo nie miałem pojęcia (w sposób uświadomiony), że takie coś istnieje.

KP Powiedz mi Marek, chciałem o jedną rzecz zapytać – czy miałeś coś takiego, bo wiem dobrze, że ten Twój focus sportowy był i jest bardzo mocny, czyli to jest to słynne, zawsze się śmieję, że nie ma chyba dyscypliny, w której nie miałbyś bardzo dobrych wzorców i tych prawideł ruchowych. A chodzi mi o to, czy miałeś coś takiego, że zdobywałeś wiedzę po to, żeby być lepszym sportowcem, nawet sportowcem-amatorem, bo już później poszedłeś bardziej w kierunku sportów amatorskich. Miałeś kiedyś coś takiego?

MM Absolutnie. Właśnie przytoczę te maratony, które zacząłem biegać. To było tak, że ja przebiegłem pierwszy maraton w butach za 50 złotych, w zegarku takim żółtym, pamiętam, który miał tylko stoper i ja go dostałem od mojej cioci, która jest zakonnicą i ona mi go wysłała z Włoch. Nie pamiętam już okazji nawet, mniejsza o to. Pamiętam, że biegłem w takich getrach luźnych, bo myślę sobie – nie no, ja nie ubiorę w ogóle obcisłych getrów, to się nie dzieje –  kupiłem sobie o rozmiar za duże. Przebiegłem ten maraton, stanąłem na mecie i myślę sobie – no dobra, przebiegłem maraton, co dalej. Podoba mi się, jest ok. Powiem szczerze, nie zmęczyłem się. Miałem czas 4 godziny 2 minuty. Nie zmęczyłem się, nie dałem z siebie pewnie nawet 70%. I zastanawiałem się jak mogę to zmienić, bo ewidentnie mam do tego jakieś predyspozycje. Zacząłem na ten temat zdobywać maksymalną ilość wiedzy, testować dużo rozwiązań też na sobie. Wszedłem w ten świat amatorów sportów wytrzymałościowych, oni tam jak każdy świat sportu mają swoje teorie, swoje nawyki, swoje zwyczaje. Ja próbowałem to przełamać i byłem takim żywym przykładem na to, że można taką nowoczesną wiedzą i takim treningiem, który jest silnie osadzony w twardych faktach naukowych, a nie jakichś opiniach różnych ludzi, można bardzo mocno progresować swoje rezultaty. Ja skończyłem z czasem poniżej 2.55 maratony, czyli poprawiłem się o ponad godzinę, nie mając nic wspólnego ze sportami wytrzymałościowymi w przeszłości, czyli po prostu zabrałem się za trening z głową, mądrze, dużo się nauczyłem na ten temat. I to wszystko też dotyczy innych dyscyplin sportu. Pamiętam, że robiłem szkolenia gimnastyczne, robiłem szkolenia z podnoszenia ciężarów, szkolenia fitnessowe typowo, szkolenia z mobility, etc. Powiem szczerze, że po prostu miałem pasję do zdobywania wiedzy i w ogóle nie myślałem o tym, czy to będzie użyteczne, czy nie. Po prostu jak oszalały wtedy starałem się zdobyć jak największą ilość informacji.

Ale wracając do Twojego pytania i reasumując, to w tamtym okresie na pewno byłem sfokusowany bardzo mocno na starty w miejskich biegach, miejskich maratonach. Potem jeszcze do tego dołączyłem moje umiłowanie podróży, więc zacząłem jeździć na te maratony w różne miejsca, żeby poznawać miejsca w taki sposób. Taką turystykę maratonową zacząłem uprawiać. Także tak to było.

KP Pytam dlatego, bo zdałem sobie sprawę, że być może to jest bardzo dobry kierunek albo motywacja – czyli chęć poprawy własnej sprawności motywuje Cię oczywiście do zdobywania coraz większej wiedzy i dotykania wielu aspektów przede wszystkim praktycznie. I tu muszę przyznać, że rzeczywiście złapałem się na tym, że ja po prostu tak miałem i chcąc zdecydowanie np. poprawić swoją mobilność, edukowałem się po to, żeby wiedzieć, w jaki dokładnie sposób mógłbym to zrobić. A że finalnie fantastycznie się to pokrywało z tym, o czym rozmawiamy, czyli później już stricte z pracą z ludźmi i przenoszeniem właśnie teoretycznej wiedzy, ale również praktycznej, w związku z tym, że chciałem sam sprawdzić, czy pewne aspekty działają czy nie, to rzeczywiście muszę przyznać, że to mnie motywowało do działania i może to jest fajny kierunek. Czyli popraw swoją sprawność, a jednocześnie pomożesz innym.

MM Widzę tu jeszcze jeden wątek, taką trochę puentę tego, co powiedziałeś, mianowicie – trener, zarówno motoryk, czy trener typowo fitnessowy, czyli trener personalny – to nie chodzi o to, że my musimy być turbo mistrzami, jeżeli chodzi o sprawność, czyli musisz być np. w wąskiej grupie wyróżniających się maratończyków, ale ta praktyka treningowa jest hiper istotna. Chciałbym, żeby to wybrzmiało. Prowadząc kursy dla trenerów personalnych i inne kursy, nie wielomodułowe, ale takie bardziej warsztatowe, zawsze spotykam się z ludźmi, którzy przychodzą na te kursy mówiąc o tej motywacji. Oni przychodzą, robią to dla siebie, żeby móc lepiej samych siebie np. trenować, albo żeby móc poprawić swoją aktualną sytuację. I to się powtarza na każdym jednym kursie. Przynajmniej 1-2 osoby z grupy zawsze mówi o swojej motywacjach do podjęcia takiej edukacji w ten sposób. Myślę, że jest to żywy dowód na to, że rzeczywiście motywacją do rozwoju trenerskiego na pewno może być też chęć podniesienia swojej sprawności. Przy czym znowu – nie chodzi o to, żeby być mistrzem świata w dyscyplinie, którą się trenuje, ale trzeba mieć silną praktykę treningową, żeby ten proces treningowy, który prowadzimy, był po prostu bardziej efektywny i żebyśmy mogli to bardziej czuć. Dzisiaj jest taki czas, że to nie zawsze idzie w parze, czyli zawód trenerski, czy fach trenerski z praktyką treningową. Uważam, że to jest chyba nie do końca dobry kierunek. To jest moja prywatna, subiektywna opinia. Można się nie zgadzać. Jednocześnie to nie jest też tak, że to jest totalnie kasujące z tego świata instruktorskiego czy trenerskiego, natomiast na pewno będzie nam o wiele ciężej, żeby się rozwijać, żeby stawiać kolejne kroki w karierze.

KP Na pewno to pomaga. To, o czym mówiliśmy, to sprawne ciało.

MM Tak. Ale myślę, że tu powinniśmy postawić kropkę i zrobić kolejny krok, bo myślę, że jak przedyskutowaliśmy temat motywacji, to na pewno interesującym etapem, elementem tego tematu który dzisiaj omawiamy, jest sprawa ludzi, których spotykamy na swojej ścieżce rozwojowej. Jacy ludzie, jakie szkolenia w Twoim przypadku były tzw. Game changerem? Czy jesteś w stanie określić jakiś punkt zwrotny w swojej karierze, że np. coś w Twojej głowie kliknęło, otworzyła się jakaś zapadka, która pokazała Ci tą właściwą ścieżkę, którą kroczysz dzisiaj czy kroczyłeś w jakimś okresie swojej kariery zawodowej, która była Ci jak najbliższa i która powodowała, że Ty czułeś, że to, co robisz, jest z jednej strony hiper efektywne, a z drugiej strony jesteś do tego mega zmotywowany i czujesz się tam jak u siebie?

KP Znamy się bardzo długo, więc Ty dokładnie pewne aspekty znasz. Chcę podkreślić przede wszystkim to, że zawsze podobała mi się ustrukturyzowana, merytoryczna, poparta badaniami wiedza. I po raz pierwszy bardzo mocno spotkałem się z takim obszarem, który łączył te wszystkie elementy, o których przed chwilą powiedziałem, w ideologii EXOS. I moment, w którym zacząłem bardziej wchodzić w ten EXOSowski świat, to myślę, że jeżeli miałbym użyć słowa „game changer”, to najbliżej byłoby mi właśnie tutaj, ze względu na strukturę, która przekonywała mnie, jeżeli chodzi o pracę nad motoryką, pracę nad całą tą szeroko rozumianą sprawnością, również włączając w to kluczowe aspekty, jeżeli chodzi o regenerację, odżywianie, co również w całej ideologii EXOSowskiej jest bardzo mocno podkreślane. Więc uczciwie mówiąc, wszystkie moduły, wszystkie aspekty jeżeli chodzi o EXOS to był taki pierwszy game changer. Dlaczego? Bo tutaj były właśnie te obszary, z których ja się edukowałem do tej pory, ale niejako indywidualnie. To było wyłączone. To były poszczególne książki, to były pojedyncze szkolenia, a nagle połączył mi to ktoś w system i powiedział, dlaczego to może tak, a nie inaczej funkcjonować. I nie ukrywam, że poszedłem w tym kierunku i jestem w przededniu trzeciego levelu, w tym momencie ostatniego, jaki jest w całej tej ideologii i rzeczywiście zdałem sobie sprawę, że łączę inne obszary. To jest taka taka pierwsza kwestia. Druga, o której bardzo mocno chciałbym powiedzieć, to są szkolenia. To jest znowu ścieżka rozwojowa, co bardzo mi się podoba. Szkolenia ASCA, czyli Australian Strength and Conditioning Association, czyli australijskiego związku trenerów przygotowania motorycznego, który podjął bliską współpracę w tym momencie z Polskim Stowarzyszeniem Treningu Motorycznego i muszę przyznać, że to jest drugi taki obszar, który bardzo mocno do mnie przemawia, jeżeli chodzi o uszeregowaną, popartą badaniami i faktami przede wszystkim i bardzo rozwojową stronę. Więc nie przegadując, myślę, że to są takie dwa bardzo mocne obszary, które ja sugerowałbym, jeżeli ktoś szukałby jakiegoś pierwowzoru (nie wiem, czy mogę takiego słowa użyć) i opakowywał to dookoła wiedzą. Różną, bo to jest bardzo ważne, żeby dostrzec różne obszary w formie np. szkoleń bądź literatury. Ale tyle.

A jak było u Ciebie?

MM Zarówno system EXOS, który wymieniłeś, ASCA czy EPI, które też zostało przez nas obu dotknięte, to są takie systemy, które są totalnie porywające i właśnie ze względu na strukturę, na pewnego rodzaju wystandaryzowanie procesu treningowego są bardzo wartościowe. I tutaj się podpisuję pod tym, co Ty mówisz. Natomiast ja muszę sięgnąć troszkę dalej w przeszłość, mianowicie są to takie dwa nazwiska, takie momenty, które wykuły się bardzo mocno w mojej pamięci, które ja określam jako swoje game changery, które w konsekwencji pchnęły mnie do tego, żeby też właśnie wyedukować się w systemie EXOS i innych wymienionych. Pierwsze nazwisko to jest nazwisko takiego czeskiego szkoleniowca, czeskiego Master Trenera i dyrektora w systemie TRX, w którym do dzisiaj pracuję. To były moje urodziny, 12 czerwca, w 2015 roku, dokładnie to pamiętam, bo postanowiliśmy z moją małżonką po prostu poświęcić urodziny na to, żeby jednak wyjechać z Krakowa i odbyć szkolenie. Ten facet nazywa się Jakub Wurzel  i to było szkolenie z tematu, który być może nie jest moim najważniejszym tematem w życiu na dzisiaj, czyli TRX Medical Training, ale ta osoba szkoleniowca i to, w jaki sposób on mówił w ogóle o fachu trenerskim, o tym, jak powinniśmy trenować ludzi, to był naprawdę moment, w którym ja siadłem, zrobiłem kilka głębokich wdechów i wydechów i zastanowiłem się nad tym, jak ja tych ludzi tak naprawdę trenuję. Co on zostawił w mojej głowie? Zostawił coś, co oczywiście zapożyczył z innych systemów, czyli zostawił takie zdanie: „Start with Why”. Zaczynaj od zadawania pytania: dlaczego? Mówił nam o tym, że nie powinniśmy przyjmować każdej wiedzy, czy każdych opinii, każdej metody treningowej w sposób taki „bezwładnościowy”, binarny, zero-jedynkowy. Że jeżeli czujemy, że nasze podstawy wiedzy, nasza praktyka, może się z tym nie zgadzać, może z tym nie korelować, to powinniśmy pytać „dlaczego”, powinniśmy samemu sobie zadawać to pytanie, dlaczego edukując się w czasie, prowadząc swoje treningi, dlaczego zrobiłeś to tak? Dlaczego tak? A może warto by było zrobić to inaczej? I to, co zrobił Kuba Wurzel z moją głową wtedy, to jest niesamowite. My się dzisiaj przyjaźnimy, a wtedy patrzyłem na niego po prostu jak na świętą figurę.

Drugie nazwisko, które absolutnie określam jako swój game changer tu w Polsce, to moje pierwsze szkolenie, które zrobiłem u Remigiusza Rzepki. Pierwsze szkolenie, które zrobiłem u Remka to było szkolenie z FMS, poziom pierwszy. I to też był taki moment, w którym zobaczyłem przed sobą hiper doświadczonego specjalistę, który po pierwsze jako nadrzędną rzecz w procesie treningowym uznawał efektywność zastosowanych narzędzi. I to też był taki moment, w którym człowiek się zastanowił. W tym przypadku ja 😉 zastanowiłem się nad tym, no kurczę, czy ten temat treningowy, temat jednostki treningowej, nie powinien wyglądać inaczej w moim wykonaniu. Czy ja nie powinienem tej struktury przebudować? Czy ja nie powinienem wykasować z treningu „ozdobników” na poczet rzeczy, które są hiper efektywne? Myślę, że o tym jeszcze będzie czas później porozmawiać, bo wymogi np. pracy w branży komercyjnej są trochę inne, niż wymogi pracy w sporcie, i te ozdobniki na przykład to jest ciekawy wątek. Natomiast tych dwoje ludzi, czyli Jakub Wurzel i Remek Rzepka to był na pewno mój punkt zwrotny, jeżeli chodzi o rozwijanie się w fachu trenerskim. Oczywiście za tym szkoleniem u Kuby Wurzla poszła cała ścieżka edukacyjna w TRX, którą przeszedłem, wszystkie możliwe szkolenia w tym systemie zrobiłem. Trwało to 7 lat, więc tu też taka wrzutka dla Was, kochani słuchacze, że to nie jest tak, że musicie zrobić wszystkie szkolenia w rok. Można to rozłożyć w czasie i nawet tak jest lepiej, bo przyswajanie wiedzy też ma swój czasookres, to też się osadza jakoś na osi czasu. A za Remkiem Rzepką poszła i cała edukacja w FMS i pierwsze szkolenie z treningu motorycznego, bo kiedyś takie prowadził.

KP Tak, w Gliwicach, byliśmy razem na tym szkoleniu.

MM Niesamowite wspomnienia. Pomimo, że to pewnie jest jakieś takie zwykłe popołudnie dla Remka, a dla mnie to był taki moment, który dużo zmienił. No i za tym FMSem oczywiście poszło potem EPI, EXOS i inne branżowe szkolenia w treningu motorycznym. Także to są te game changery, które dobrze pamiętam.

KP Tak. Mam przed oczami teraz cytat z mojego bloga: „Jak mówi mój serdeczny przyjaciel Marek Mroczek: Wątpię, więc jestem”.

MM To powiedzenie ma w takim razie dwóch ojców 😉 Czyli Jakub Wurzel, którego serdecznie pozdrawiam – ma żonę Polkę, więc trochę mówi po polsku. I Remigiusz Rzepka, którego też ciepło pozdrawiam.

KP Ja tutaj się odniosę do dwóch osób, którym dosyć dużo zawdzięczam, które w jakimś większym lub mniejszym stopniu, nie mając o tym purpurowego pojęcia, były motorem napędowym moich chęci, mojej edukacji i mojego rozwoju. Pierwszą osobą jest dr Jerzy Wielkoszyński – dlatego, ponieważ to był świętej pamięci doktor, który zupełnie zmienił postrzeganie przygotowania motorycznego w Polsce. W Polsce bardzo często był taki trend, w którym to przygotowanie wytrzymałościowe było bardzo istotne – było kluczowe i było absolutnym priorytetem, jeżeli chodzi o właśnie aspekty motoryczne. To była ta baza i to na niej się dopiero budowało wszystkie inne aspekty. Stąd te słynne już opowieści o bieganiu po górach, które absolutnie były prawdziwe, mogę tylko potwierdzić 😉 I teraz dr Jerzy Wielkoszyński to była pierwsza osoba, która powiedziała, że dla niego absolutnym fundamentem i kluczem jest siła, transferowana następnie na moc. I to był ten główny fundament, na którym budowało się resztę. Teraz oczywiście upraszczam, ale nie mamy za dużo czasu, żeby tu szczegółowo omawiać wielką twórczość pana doktora. Ale chodzi mi o to, że on zmienił moje postrzeganie zupełnie i właśnie wtedy bardzo mocno poszedłem w kierunku kształtowania mocy, siły. To w dużym stopniu stało się fundamentem, zrzucając niejako to przygotowanie wytrzymałościowe (oczywiście cały czas teraz mówię o sportach drużynowych, przede wszystkim piłce nożnej) troszeczkę w inną stronę. Dr Wielkoszyński użył takiego stwierdzenia, które bardzo mocno wryło mi się w pamięć, że dla niego zawodnik, który nie jest odpowiednio przygotowany tlenowo, nie może uprawiać piłki nożnej na najwyższym poziomie, bo nie spełnia wymogów. I on nie jest od tego, żeby przygotowywać zawodnika od tej strony wytrzymałościowej, tylko jest to – niestety to brzmi brutalnie – ale tzw. naturalna selekcja, która powoduje, że on zaczynał pracę z ludźmi, którzy startowali od określonego pułapu przygotowania wytrzymałościowego, od odpowiednich pułapów tlenowych. I to był fundament. Nie to było jego zadaniem, a on zdecydowanie poszedł w kierunku siły i mocy. I tak już zostało i dzisiaj jest to zdecydowanie najlepszy kierunek, jeżeli chodzi o szeroko rozumianą motorykę.

Drugą osobą jest rzeczywiście Remek Rzepka, który pokazał mi w jaki sposób można pracować skutecznie w piłce nożnej. Bardzo mocno pomogły mi rozmowy, które wspólnie odbywaliśmy, ponieważ Remek, pomimo tego, że wywodzi się z koszykówki, jest zdecydowanie utożsamiany z piłką nożną, a już dużo dzisiaj było na ten temat powiedziane. Więc rzeczywiście to on wskazał mi po jakimś czasie ten kierunek jak EXOSowski między innymi.

MM Wiesz co, jest jeszcze jedna kwestia, która mnie ciekawi i myślę, że słuchaczy też, bo wspomnieliśmy teraz o takich game changerach czy o osobach, szkoleniach, które na poziomie edukacji były takimi osobami czy szkoleniami, które dużo zmieniły, pozwoliły się rozwinąć, postawić kolejny krok. Natomiast czy w Twoim przypadku były jakieś osoby, bądź jakieś projekty, które podobnie jak wcześniej wymienione osoby czy szkolenia, spowodowały, że Twoja kariera trenerska się rozwinęła? To znaczy, że udało Ci się zdobyć jakąś pracę, z której jesteś dumny, która też dużo zostawiła za Tobą dobrych doświadczeń, czy może spowodowała, że rozwinąłeś jakiś projekt? Są takie momenty, o których chciałbyś opowiedzieć?

KP Dwa przede wszystkim. Pierwszy to zdecydowanie jest obszar GT Training, czyli firmy, którą prowadzę już… Ile to będzie? To już ósmy rok niedługo. Czyli przestrzeń, którą czuję całym sercem i krótko mówiąc, chciałem trening sprawnościowy, trening motoryczny, zrobić bardziej dostępnym. Czyli przenieść go dla osób, które nie tylko uprawiają sport zawodowo i mają możliwość zetknięcia się z trenerem przygotowania motorycznego po prostu w klubach, tylko chciałyby poprawić swoją sprawność na co dzień i mogą ćwiczyć np. w klubie fitness. Poświęciłem temu kawał mojego życia, poświęcam cały czas i praktycznie wszystkie cegiełki rozwojowe mają swoje odnośniki później w systemie GT Training.

A drugi kluczowy dla mnie element to były kolejne kluby, które mnie zatrudniały, ponieważ starałem się pracować w miejscach, które wiedziałem, że mnie rozwiną zarówno trenersko, jak i poprawią poziom, na którym pracuję. Może to jest zagmatwane, ale po prostu każde kolejne miejsce pracy było dla mnie zawsze wyzwaniem. Nigdy nie był to mus, potrzeba. Nigdy w życiu nigdzie nie pracowałem „bo muszę”. Zawsze pracowałem, ponieważ zdecydowanie chcę i bardzo mocno widzę tam ogromną możliwość rozwoju. Najbardziej jestem dumny ze zrealizowania swojego marzenia z dzieciństwa, czyli udało mi się zadebiutować w kadrze narodowej z orzełkiem na piersi -najpierw jako zawodnik, a później jako trener. I nie ma nic piękniejszego, niż usłyszeć hymn narodowy dla osoby, która jest patriotą, dla której historia Polski jest bardzo ważna. Usłyszeć hymn podczas rywalizacji jest to takie moje spełnienie marzeń. Nie wiem czy w młodym wieku, pewnie nie, ale ciągle czuję się młodo, więc myślę, że tak 😉

MM Łezka się w oku kręci.

KP Naprawdę. Także to są takie dwa moje aspekty. A jak u Ciebie?

MM Te osoby, które chciałbym tutaj wymienić, czy też projekty, w których było mi dane pracować, bądź pracuję w nich dalej, jest ich rzeczywiście kilka. Pierwsza osoba, o której chciałbym powiedzieć, to jest mój pierwszy manager i jeżeli siedzą po drugiej stronie jacyś managerowie bądź osoby zarządzające teamami ludzi, to musicie wiedzieć, że nasza rola jest przegigantycznie wielka, bo proste zdania mogą zmienić w ludziach wszystko. Tak było w moim przypadku, bo po prostu to ta osoba, to jest Dominik Kęska, aktualnie z Nowego Targu.

KP Pozdrawiamy Dominika!

MM Mega go pozdrawiam. Dominik, to dzięki Tobie wiele rzeczy się zadziało. To był facet, który widział, że we mnie się coś tli takiego, z czego ja sobie absolutnie sprawy nie zdawałem. Czyli po pierwsze zatrudnił mnie, zadecydował, że będę członkiem jego zespołu. Po drugie, bardzo mocno pracował nad moją głową, żebym zrozumiał, że żeby trenować ludzi na taką skalę, jaką robię to dzisiaj, muszę mieć dla nich po pierwsze czas, czyli nie mogę rozdrabniać się na 17 innych rzeczy, nie mogę pracować w 17 różnych miejscach. Ja dzięki niemu rzuciłem bardzo przyjemną, ale niestety mało rozwojową na tamtym etapie swojego życia pracę. Pracowałem jako WFista w Studium WFu na jednej z krakowskich uczelni i on mi mówił, że ja nie mogę tego robić, pomimo, że to jest przyjemne, że to jest dosyć atrakcyjne finansowo – ja nie mogę tego robić, jeżeli chcę się rozwinąć jako trener personalny na skalę, na którą mnie stać. I dzięki jego namowom (to trwało miesiące) ja naprawdę tę pracę rzuciłem i myślę, że to był taki game changer, że on mnie do tego pchnął. Przyszedł na jedne z pierwszych moich zajęć fitnessowych. To były zajęcia Indoor Cycling -rowery, z którymi też moje serce jest blisko. I po jednych z pierwszych zajęć, w których wziął udział, mówi: „Stary, za rok będziesz prezenterem. Jesteś świetny. Jesteś fenomenalny. Pracuj, staraj się, zgłębiaj swój warsztat, swoją wiedzę”. I on się nie pomylił.

Bo to drugie nazwisko, które chcę wymienić, to jest nazwisko Piotra Ośrodki z Łodzi, właściciela firmy Ekspertfitness, która to osoba dostrzegła we mnie coś, co pomogło mi wejść na poziom ogólnopolski. Wtedy też w ogóle pierwszy projekt, który zrobiłem z Ekspertfitness i Piotrem, to był projekt ogólnoświatowy, czyli wystąpiłem jako prezenter rowerowy w takim wirtualnym systemie treningowym, związanym z Indoor Cycling. Było nas pięciu z całego świata, więc to było mega przeżycie zawodowe i ja się czułem jak taki żółtodziób rzucony do Rowu Mariackiego. Po pierwszych minutach nagrania czułem, że po prostu się zaraz uduszę. Ale tam też pamiętam w mojej głowie ten natłok myśli i to, co się tam zadziało, na zasadzie takiej, że co mi się może stać? Ja muszę dać z siebie 1000%. I to też mnie dużo nauczyło na przyszłość, że nie warto bać się rzeczy trudnych, skomplikowanych. Warto próbować, warto praktykować, a potem analizować, poprawiać błędy. Ale to nie może być nigdy bloker do działania – to, że coś może wydawać się na pierwszy rzut oka czymś trudnym. Także to jest zdecydowanie ten moment, kiedy dużo się zadziało potem, po spotkaniu z Piotrem. Mega dobrze to wspominam, to też był taki zawodowo niepewny czas, bo klub, w którym pracowałem na początku, upadł. I też człowiek próbował się jakoś osadzić nowej rzeczywistości.

Niedługo potem poznałem Ciebie i wciągnąłeś mnie w swoją wizję, w swoją ideę, w GT Training. Ten pierwszy okres też był mega „romantyczny”, bo była nas raptem szóstka, obstawialiśmy 15 klubów, jeździliśmy jak wariaty po całym mieście. Szczerze mówiąc, wtedy przecież nikt z nas nie myślał jakoś o pieniądzach bardzo. Przecież nie zarabialiśmy za to jakichś hiper pieniędzy. Podejrzewam, że za te zajęcia mogliśmy zarabiać na benzynę, którą przepalaliśmy, żeby się przemieszczać, a i tak każdy z nas po prostu robił to z potem na czole i z pasją godną najlepszych sportowców. Mega dobrze to wspominam. Też praca w tym projekcie wszystkich nas dużo uczyła. Uczyła nas, jak budować pewnego rodzaju strukturę treningową, strukturę firmy, potem przeszliśmy o krok dalej, tzn. zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak zbudować fajną edukację i zrobiliśmy to. Pokazaliśmy się na ogólnopolskiej scenie, na konwencjach fitness, GT wyszło poza granice Krakowa i poza granice kraju, to też jest wielki sukces. Także dzisiaj jak wchodzę na szkolenie z GT Training, czuję się jak taki już dziadek, weteran, taki Masters, ale to serce i głowa doskonale pamięta, jakie to były mega fajne rzeczy. Ale dlaczego to mówię? Dlatego to mówię, że ja wyznaję w ogóle taką mega ważną moim zdaniem zasadę i taką wartość, którą chcę zawsze przekazywać dalej, że w momencie, w którym macie jakieś propozycje zawodowe, czy macie możliwość wejścia w jakiś projekt, to niech pierwszym pytaniem, które sobie zadajecie, nie będzie to, w jaki sposób Wy to zmonetyzujecie. Tylko pomyślcie o tym, co ten projekt może Wam dać w sensie Waszego rozwoju – ile możecie się tam nauczyć, z kim możecie tam przebywać, czego możecie dotknąć, gdzie w jakiejś perspektywie czasu może Was to doprowadzić. A dopiero któreś pytanie z kolei – ile za to zrobicie. Nie chcę wyjść na hipokrytę, bo to nie jest tak, że pieniądze nie są ważne w życiu, ale na pewno w momencie, w którym Wy się musicie rozwijać, czy każdy z nas musi się rozwijać, to nie może być tak, że to jest rzecz na pierwszym miejscu tej drabiny, tej gradacji. Przynajmniej ja taką zasadę wyznaję, z nią się utożsamiam. Tak zawsze postępowałem i doprowadziło mnie to do miejsca w którym jestem, z którego jestem dumny. Absolutnie to nie jest tak, że się tym chełpię, tylko po prostu jestem dumny z miejsca, w którym jestem, bo otaczam się ludźmi, którym ufam, otaczam się ludźmi, którzy mnie rozwijają, którzy są dla mnie więcej niż kolegami z pracy i to jest uważam mój wielki sukces pracy w tej branży.

Ostatni projekt, bo to chcę spuentować, bo chcę też, żebyśmy już później odpowiadali na pytania troszkę krócej 😉 To jest oczywiście projekt Studio. Mojego studio, naszego studio, które kreujemy z moją żoną Agą i Pawłem Oraczem od trzech lat i każdego roku robimy krok naprzód. Robimy to tak, jak czujemy, nie edukujemy się z podręczników biznesowych, tylko po prostu robimy to intuicyjnie. I na razie – odpukać – idzie nam to całkiem przyzwoicie, a przede wszystkim ludzie, którzy przychodzą do naszego studia, tworzą taką fajną naszą „rodzinę” i idziemy jak do domu. Także to jest wielkie osiągnięcie zawodowe, którego życzę każdemu z Was, każdej osobie, która nas słucha. Także myślę, że tematykę game changerów  to chyba zamknęliśmy 😉

KP Tak. Ale słuchając Ciebie – jeżeli słuchają nas teraz trenerzy, którzy są na początku swojej ścieżki rozwojowej – słyszę to, co prawdopodobnie jest być może jedną z największych wartości, a mianowicie to, jakich ludzi spotykamy po drodze, którzy pomagają nam wzrastać i którzy idą z nami ramię w ramię, albo po prostu obok, przyglądając się temu wszystkiemu. To jest chyba jedna z największych wartości i tutaj naprawdę muszę wymienić właśnie osobę Piotra Ośrodki, który nie dość, że pomaga nam rozwijać ten projekt edukacyjny we współpracy z GoodMoov, to po prostu bardzo mocno pomógł w tej branży fitness zaistnieć chyba wszystkim tym projektom, o których dzisiaj mówimy. Więc puenta moja jest taka – pamiętajcie o fantastycznych osobach, które będziecie spotykać i spotykacie na swojej ścieżce. Nie wiem, czy jest w innych zawodach dokładnie tak samo, śmiem wątpić. Wyobrażam sobie ewentualnie jakąś korporację, ale broń Boże nie chcę tego zero-jedynkowo traktować. Natomiast rzeczywiście ten obszar trenerski to są zupełnie inne relacje, takie mam wrażenie. Tutaj jest bardzo dużo zaufania, bo bez zaufania nie wyobrażam sobie, że można skutecznie tę konkretną misję i ten konkretny zawód realizować. Może stąd się to bierze. Także niech to będzie puentą, że naprawdę nie tylko wyniki, ale również ludzie, których spotkacie na swojej drodze, są tutaj wielkie po prostu.

MM Dobra. Słuchaj, myślę, że teraz możemy przejść do serii krótkich pytań. Krótkie pytanie i krótka odpowiedź. OK?

KP Spróbuję. Nie obiecuję 😉

MM Haha, ja też nie obiecuję 😉 Uwielbiamy gadać, jak pewnie słychać. Jak dwóch mędrców przy paczce Werther’s Original.

KP Ale uczymy się. Dobra, dawaj, jedziemy.

MM Praca na swoim, czy praca w strukturach zorganizowanych? Wady, zalety powyższych rozwiązań?

KP Hmm. Może Ty zacznij, ja muszę się zastanowić. Jakie jest Twoje zdanie?

MM Ja wyznaję zasadę hybrydy.

KP Dokładnie! Stąd to moje zawahanie.

MM Tak. Ja absolutnie cenię sobie wolność zawodową, czyli wolność wyboru w tym, w co się angażuję, a w co się nie angażuję. Wolność w zakresie tego, ile pracuję, a ile odpoczywam. Bardzo to doceniam i zastanawiam się, czy byłbym w stanie się otrząsnąć teraz, jakby mi to tak urwali, tak jak internet np. byś komuś odciął. Czy byłbym w stanie sobie poradzić w jakiejś innej rzeczywistości? Każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Wadą rozwiązania pod tytułem „praca na swoim” jest to, że musisz być odpowiedzialny, musisz antycypować, musisz myśleć naprzód. Musisz wiedzieć, że każde Twoje działanie będzie miało bezpośrednią konsekwencję na to, jak funkcjonujesz. Bo tak po prostu jest. Jest to jakaś forma niepewności, ale ta niepewność mnie napędza do tego, żeby być coraz lepszym. Więc to jest taka w sumie dla mnie zaleta. Zaleta to jest wolność. W jednym słowie – to jest po prostu wolność. Samostanowienie o sobie w zakresie zawodowym i w zakresie prywatnym.

Praca strukturach zorganizowanych – największa zaleta dla mnie to uczenie się tego, jak pracować w zespole. Uczenie się zespołowego wysiłku, uczenie się standaryzacji pracy, uczenie się struktury, która może kiedyś pomóc Ci, jeżeli będziesz otwierał swój biznes. Bardzo często na początku swojej drogi warto w takiej strukturze się znaleźć, żeby po prostu nauczyć się pracy. Nauczyć się tej praktyki wykonywania danego zawodu. Bo to nie chodzi o teorię, którą można dzisiaj dosyć łatwo zdobyć. Jakie są wady? Wady są takie, że masz ściśle określoną listę obowiązków i liczbę godzin do przepracowania. Często wiąże się to też ze ściśle określonym wynagrodzeniem. Chociaż ja bardzo mocno wierzę w to, że jak ktoś jest najlepszą wersją siebie, to wynagrodzenie zawsze będzie wyższe. Może jestem idealistą, może jestem naiwny, ale po prostu chcę w to wierzyć. Także chyba krótko: tak.  A Ty?

KP Wiesz co, ja myślę że nie zaskoczę, że też hybryda. Króciutko dlaczego – nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tej struktury zespołowej przez pryzmat właśnie ludzi. Oni powodują, że te doświadczenia i wspomnienia są najpiękniejsze. Krótko mówiąc. Więc to jest to. I to są te największe emocje, czyli praca w zespole = emocje. Z kolei ta struktura „indywidualna”, czyli prowadzenie własnej firmy, bo chyba w tym kontekście możemy się wypowiadać, to jest taka świadomość, że nie jesteś uzależniony od kogoś, tylko polegasz na sobie. I to daje taki wewnętrzny spokój, że bardzo dużo od Ciebie zależy. I to jest moja odpowiedź. Na dzisiaj nie bardzo sobie wyobrażam funkcjonowanie bez jednej albo drugiej struktury. Natomiast nie ukrywam, że przyszłość może być oczywiście różna i wajha się może wysunąć bardziej w prawo, albo bardziej w lewo. Na dzisiaj zdecydowanie ona jest pośrodku i to jest model, który najbardziej mnie satysfakcjonuje, właśnie z tych powodów, o których powiedziałem.

MM Puentując to, co powiedzieliśmy, wydaje mi się, że to słowo-klucz to dywersyfikacja. Dywersyfikacja swoich działań zawodowych właśnie na prowadzenie firmy i pracę w strukturach, bo to jest moim zdaniem i najbardziej rozwojowe i też pewnie rodzi jakieś poczucie względnej stabilności, bo też trzeba umieć mówić o takich rzeczach „przyziemnych” jak właśnie poczucie stabilizacji w zawodzie, w pracy.

MM Natomiast kolejne krótkie pytanie z listy, które chcę Ci zadać to to, gdzie szukać rozwoju? Jaki masz stosunek do wiedzy zdobywanej online? Czy widzisz przewagę wiedzy zdobywanej tradycyjnie, stacjonarnie, czy wiedzy zdobywanej online? Jaki jest Twój stosunek do tego?

KP Dużo się zmieniło w tych czasach, a przypominam, że nagrywany jeszcze w roku 2020, dokładnie 26.listopada, czyli jesteśmy w trakcie pandemii. Dużo się zmieniło jeżeli chodzi o ten obszar online i powiem Ci uczciwie, absolutnie nie mam z tym problemu. Ja podchodzę do wiedzy bardzo selektywnie, czyli praktycznie z każdego obszaru (a te obszary, uczciwie mówiąc, chłonę praktycznie codziennie) zabieram sobie jakiś 1, 2, 3% jakiejś wiedzy, informacji, która jest dla mnie w szerszej perspektywie bardzo istotna i która buduje finalnie taki stabilny „domek”, a cegły zabieram z różnych obszarów. Spróbuję teraz konkretnie – o ile ta wiedza stacjonarna podoba mi się dlatego, że tam rzeczywiście dotykam w praktyce bardzo często wielu aspektów, to na dodatek mój poziom koncentracji jest bardzo wysoki i to skupienie na zadaniu, czyli na zabraniu jak największej ilości wiedzy, jest zdecydowanie ok. Ale jeśli chodzi o kwestie przede wszystkim literatury i wiedzy online, o której Ty akurat tutaj wspomniałeś, to ja sobie zabieram te moje małe cegiełki, które finalnie budują ten obszar. Więc jest dla mnie jest ok.

MM Ja mam takie zdanie, że jeżeli jesteś na początku swojej drogi, to na pewno nawet z perspektywy tego, co dzisiaj wielokrotnie powiedzieliśmy, czyli np. poznawanie ludzi, ważne jest uczestnictwo w stacjonarnych szkoleniach. Bo mimo wszystko suchy przekaz online, który jest bardzo merytoryczny i coraz lepszy, jeżeli chodzi nawet o jakość tego, jak on jest podawany, jest bardzo wartościowy. Natomiast to jest jednak przekaz, w którym nie ma interakcji. Bardzo często nie masz możliwości zadania pytania, nie masz możliwości zweryfikowania tego, co wiesz, albo sposobu, w jaki się poruszasz, tu i teraz, ze szkoleniowcem, u którego jesteś. Także jeżeli jesteś na początku swojej drogi, to ja np. polecam jak największą ilość szkoleń stacjonarnych – nie negując oczywiście zdobywania wiedzy w sposób online’owy. To połączenie tych dwóch światów jest super. Natomiast ja na przykład na początku drogi trenerskiej nie widzę możliwości, żeby edukować się wyłącznie online. Potrzebujemy dotknąć doświadczeń ludzi, potrzebujemy dotknąć praktyki zawodowej i uzupełniać ją właśnie o te szczegóły, o te takie obszary, które nas dodatkowo interesują, czy literaturą przedmiotu, czy właśnie szkoleniami online. Czy mogę powiedzieć o przewadze wiedzy stacjonarnej nad wiedzą sprzedawaną online? Jeżeli miałbym odpowiedzieć na to pytanie to musiałbym zadać pytanie pomocnicze, to znaczy na jakim etapie swojego rozwoju trenerskiego jesteś. Jeżeli jesteś już trenerem zaawansowanym, jesteś osobą naprawdę nieźle wyedukowaną, to naprawdę bardzo dużo skorzystasz ze szkoleń online czy z literatury branżowej. Natomiast jeżeli jesteś na początku swojej drogi, to ja prywatnie zainwestowałbym w jak największą ilość szkoleń stacjonarnych, uzupełniając to szkoleniami online, nie robiąc tego w odwrotnej kolejności. Oczywiście jesteśmy w okresie pandemii i zdobywanie wiedzy stacjonarnej jest utrudnione, ale pamiętajcie że tzw. normalność wróci i szkolenia stancjonarne wrócą. Zarówno szkoleniowcy i trenerzy są tak samo jak Wy często jesteście uzależnieni od kontaktu ze szkoleniowcami, z trenerami, tak my jesteśmy uzależnieni od swoich uczniów i kursantów i podopiecznych. Także myślę, że to jest naturalne, że stacjonarne szkolenia wrócą. Takie jest moje zdanie w tym temacie.

MM Kolejne krótkie pytanie. Trenerska hybryda, czy trener wąsko, ale wysoce wyspecjalizowany?

KP Tu będę kontrowersyjny, bo im dłużej pracuję jako trener, tym zaczynam dostrzegać zdecydowane zalety wąskiej specjalizacji. Nie wiem, czy to jest jakoś wybitnie kontrowersyjne, natomiast bardzo często zastanawiałem się w którą stronę ja chcę podążać jako trener. I im częściej zadawałem sobie to pytanie, tym częściej widziałem, że tą moją specjalizacją jest futsal i piłka nożna. I ja chcę być tam wybitnie wyspecjalizowany. Dlaczego? Bo kiedyś, nawet nie wiem czy Tobie nie zadałem tego pytania, a mianowicie gdybym prowadził zespół przykładowo siatkówki, to przenosząc to na piłkę nożną, ja biorę udział w normalnych zajęciach techniczno-taktycznych. Ja praktycznie w każdej minucie muszę być gotowy, żeby pewne rzeczy stricte motoryczne połączyć z obszarem technicznym i muszę to pokazać. Już nie mówiąc o tym, że muszę pewne rzeczy czuć. I nie wyobrażam sobie przeniesienia tego w moim przypadku np. na siatkówkę, gdzie nagle musiałbym wykonać blok albo przyjęcie z padem, bo np. chcę pokazać plyometrię w obszarze horyzontalnym. Oczywiście żartuję, natomiast bardziej chodzi mi o to, że słowo „kontrowersja” u mnie się pojawiło dlatego, bo zdecydowanie przygotowuję się merytorycznie i od strony edukacji do pracy ze sportowcami generalnie i z ludźmi. I muszę sobie poradzić w każdej sytuacji. Natomiast wewnętrznie czuję, jak bardzo chcę pracować w mocno wyspecjalizowanym obszarze i tutaj mam na myśli stricte dyscyplinę. Jeżeli chodzi o inne specjalizacje, nie wiem czy o to pytasz, ale w kierunku być może jeżeli chodzi o trening siłowy, to tu Ci powiem uczciwie, że na teraz bardziej tu podchodzę przez pryzmat hybrydy, ponieważ muszę radzić sobie z wieloma obszarami. Zresztą wiele obszarów mnie po prostu interesuje. Rozmawialiśmy o tym na początku tego odcinka, czyli też o motywacjach, a część z tych motywacji jest w kierunku poprawienia własnej sprawności. Więc ja nie idę w kierunku jednego obszaru, tylko bardzo holistycznie podchodzę do tego tematu i dlatego to zainteresowanie ma szerszą perspektywę. Więc jeżeli chodzi o pierwszą odpowiedź, to u mnie tak, ta specjalizacja rzeczywiście występuje. Jeżeli chodzi o tą drugą kwestię, czyli stricte jeżeli chodzi o obszary motoryczne, to tutaj jestem zdecydowanie bardziej (na dzisiaj) po stronie hybrydy.

MM Jeżeli ja miałbym odpowiedzieć na to pytanie, które zadałem w eter, czyli w sumie sam na swoje pytanie 😉 to ja bym powiedział tak: w obszarze branży komercyjnej, w obszarze fitnessu, w obszarze treningu personalnego, który stanowi fundamentalną część mojej pracy, czy pracy szkoleniowej w tej branży, to ja bym powiedział tak, że bycie trenerską hybrydą jest wielką zaletą. Dlatego, że daje bardzo szeroką perspektywę na proces treningowy i w ogóle bardzo szeroką perspektywę na sposób wykonywania tego zawodu. Jeżeli myślę sobie o trenerze przygotowanie motorycznego, o trenerze sportowym, to uważam, że naturalnym jest, że w swoim rozwoju powinno postawić się na tą ścieżkę wąsko wyspecjalizowaną, na ścieżkę wąskiej specjalizacji, ale z takim założeniem mentalnym, że moja głowa wciąż pozostaje otwarta, Otwarta na narzędzia, na metody, na warsztatowe tipy, które mogę zabrać sobie czy z innych dyscyplin, czy z innych form ruchu. Także jakbym miał na to odpowiedzieć na poziomie dużej ogólności to by było to. Natomiast jeżeli myślę o sobie i o tym jak pracuję, to zdecydowanie ja uważam się za trenerską hybrydę i nie uważam, żeby była to wada. Jest to dla mnie sposób na to, żeby móc obsłużyć bardzo różny rodzaj przypadków swojej codziennej pracy, jednocześnie. W momencie, kiedy dochodzi do takiego zdarzenia, czy kontaktu z osobą, która wymaga wysoce wyspecjalizowanej opieki, np. fizjoterapeuty, czy jest to sportowiec wysokiego wyczynu, którego ewidentnie nie będziemy w stanie obsłużyć ze względu na brak wiedzy, brak sprzętu, brak możliwości czasowych i logistycznych, to ja się tego nie podejmę. Jestem już na tyle uczciwy wobec siebie, że po prostu ja taki przypadek sceduję dalej, przekażę go do osoby, co do której mam pełne przekonanie, że tej pracy się podejmie. Czy zobaczyłem tę ścieżkę takiej wąskiej specjalizacji u siebie? Myślę, że nie jestem jeszcze na tym etapie. Jeszcze ta iskra się nie zapaliła i wciąż czekam. Także myślę, że chyba tak dosyć głęboko i dosyć szeroko odpowiedzieliśmy na to pytanie. Czyli kiedy trenerska hybryda, a kiedy trener wysoce wyspecjalizowany.

KP Tak. Natomiast ja tu jedną rzecz chcę dodać, żeby zdecydowanie być dobrze zrozumianym. Absolutnie uważam, że przygotowanie merytoryczne, pełna edukacja trenera przygotowania motorycznego, powinna iść w kierunku hybrydy. Dlatego, i Ty użyłeś tego słowa, żebyśmy zdecydowanie umieli sobie poradzić z jak największą liczbą konkretnych przypadków, czytaj – z pracą w różnych warunkach w kontekście różnych dyscyplin sportowych etc. Natomiast ja troszeczkę szybciej wyszedłem przed szereg, mówiąc gdzie zdecydowanie to czuję, dlaczego i gdzie dostrzegam różnicę. I tu był ten element humorystyczny mojego przyjęcia na przykład z padem w siatkówce, bo po prostu się z tym spotykam na co dzień. Uważam, że trener przygotowania motorycznego powinien się odnaleźć w jak największej liczbie przypadków. Natomiast ja po prostu mam tak, że w jakimś obszarze zdecydowanie czuję się lepiej i tyle. Natomiast nie uważam, żeby to coś ograniczało, jeżeli chodzi o zdobywanie wiedzy w innych aspektach. To jest ważne.

MM Twarda wiedza czy umiejętności miękkie? W co lepiej inwestować na ścieżce rozwoju? Czy w ogóle możliwe jest takie rozróżnienie?

KP Moim zdaniem jest możliwe. Im dłużej pracuję, tym bardziej to dostrzegam, bo kiedyś dla mnie ta twarda wiedza była tym „corem”, jeżeli już jesteśmy w temacie przygotowania fizycznego 😉 bo tym się chciałem obronić, czyli konkretną wiedzą merytoryczną. Natomiast im dłużej jestem w tym zawodzie, tym bardziej widzę, jak mocno wajha się przesuwa w kierunku umiejętności miękkich. I chodzi mi głównie o komunikację, w tym wypadku z zawodnikami, z zespołem, o ten szeroko rozumiany coaching sportowy, który ma złą opinię, natomiast on dobrze wykorzystywany, właściwie realizowany, czyli ta komunikacja z zawodnikami, z zespołem prowadzona na odpowiednim poziomie, jest niesamowicie istotna. Pamiętajmy, że pracujemy z człowiekiem i takie twarde podchodzenie do tematu może być bardzo nie OK. I te nasze wyniki, czytaj – wyniki naszych podopiecznych, po prostu będą gorsze. Więc znowu zawoalowana odpowiedź, ale krótko – im dłużej pracuję, tym bardziej ta wajha się przechyla w kierunku umiejętności miękkich, ale wydaje mi się, że fundamentem jest ta twarda wiedza i później trzeba ją do doprawiać i „dosalać” kwestiami miękkimi, które z perspektywy czasu robią się bardzo istotne.

MM W tym obszarze wydaje mi się, że mamy dokładnie takie samo zdanie. Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie jeszcze trochę inaczej. Mianowicie to, że podstawą i w ogóle fundamentem pracy w zawodzie trenera – czy sportowego, czy w branży komercyjnej – musi być twarda wiedza, to dla mnie to jest fakt niezaprzeczalny. W ogóle nie ma o czym mówić. Jeżeli chcemy dojść na wysoki poziom, chcemy być uważanymi za merytorycznych, dobrych jakościowo trenerów, to fundament w postaci tej twardej wiedzy musi być ekstremalnie solidny. Natomiast przypomina mi się taka część strony z jednego ze skryptów szkoleniowych (akurat z TRXa), gdzie było takie dla mnie kluczowe zdanie w tym temacie, tzn. „Nieważne, ile wiesz, ale ile jest w stanie przekazać innym”. I to jest totalnie hiperistotny cytat. Dlaczego? Dlatego, że na swojej drodze zawodowej spotkałem masę świetnych fachowców, jeżeli chodzi o poziom ich wiedzy, natomiast tak jak świetnymi fachowcami byli, jeżeli chodzi o twardą wiedzę, tak bardzo często jednocześnie odwracając tą proporcję, byli fatalnymi trenerami w ujęciu sprzedawania tejże wiedzy, czyli funkcjonowania w zespołach sportowych, czy pracy indywidualnej ze sportowcami, czy też pracy w branży komercyjnej, rekreacyjnej. Bo to jest hiperistotne. (Znowu użyłem słowa „hiper”). To jest bardzo ważne. (Sam się na tym złapałem). To jest bardzo ważne, żeby doceniać rolę komunikacji w procesie treningowym. Pamiętam ten etap swojego rozwoju zawodowego, kiedy byłem już dosyć długo w zajęciach grupowych, tych takich nowoczesnych, bo jestem dzieckiem nowoczesnego fitnessu, tak uważam, że pojawiłem się w tym świecie dokładnie w momencie, kiedy stary świat odchodził, a wchodził nowy, nazwijmy to „funkcjonalny” fitness. Słowo zostawmy, w ogóle nie rozmawiajmy na ten temat. Ale tak było. Natomiast zmierzam do tego, że jeżdżąc na szkolenia warsztatowe z obszaru zajęć grupowych, ja już nie szukałem tego, żeby ktoś mnie nauczył np.techniki wykonywania wiosłowania w opadzie tułowia, tylko szukałem wiedzy natury miękkiej do tego, jak lepiej prowadzić zajęcia. Jak lepiej komunikować się z ludźmi, jak lepiej organizować te zajęcia. Jak sprawić, żeby proces treningowy był jeszcze bardziej efektywny. I te wszystkie rzeczy, które zabrałem sobie ze świata miękkiego, w połączeniu z twardą, fundamentalną wiedzą, powodowały, że zajęcia były i efektywniejsze i bardziej atrakcyjne. Także ten jeszcze jeden moment, który warto tu wymienić, to jest moment, w którym pamiętasz, jak zaczęliśmy prowadzić szkolenia w obrębie GT Academy i od razu – jak prowadzić lepiej szkolenia? Udaliśmy się na studia podyplomowe z zakresu tak naprawdę prowadzenia szkoleń, na uniwersytet SWPS w Katowicach wtedy. Spędziliśmy rok ucząc się od psychologów biznesu, od coachów biznesowych, jak prowadzić proces szkoleniowy na poziomie miękkim. Nie na poziomie tego, jak zrobić dane ćwiczenie czy warsztat, tylko uczyliśmy się tego, jak proces uczynić efektywniejszym. Także myślę, że bardzo mocno spuentowałem to, co Ty wcześniej powiedziałeś. I widzę w moim scenariuszu, że powolutku zmierzamy ku końcowi. I będzie to taka forma podsumowania. Nazwałem to Złotą Piątką i chciałbym to usłyszeć od Ciebie.

MM Jaka jest Twoja Złota Piątka, czyli 5 rad, myśli, cytatów, tipów, z którymi zostawiłbyś naszych słuchaczy?

KP Wiesz co, nie będzie chyba 5. Na pewno chcę powiedzieć o takim jednym cytacie, który dosyć często ze mną jest. Lew Tołstoj: „wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego, nadyma małego”. I uczciwie mówiąc, to jest coś, czym się mocno kieruję. Czyli ta nieustanna ścieżka edukacyjna to jest coś, co powoduje, że mam ogromnie w sobie dużo pokory do tego, czego nie wiem i cały czas chęci rozwoju i zapalania się każdego dnia od nowa, od nowa i od nowa. I siadania do nauki, do praktyki, do teorii praktycznie tak, jak bym miał cały czas 17 lat. A jak dobrze wiesz, już 17 lat nie mam ;). Więc z tym bym chciał zostawić – czyli im więcej edukacji, tym więcej radości, tym więcej pasji i zapalania się do tego każdego kolejnego dnia widząc efekty, które mają nasi podopieczni. Także to jest coś, co chciałbym zostawić dzisiaj naszych słuchaczy. To będzie taka moja jedyneczka.

MM Moja odpowiedź to będzie kilka rzeczy. Pierwszy cytat, o którym już wspomniałeś, jedno z moich mott życiowych, czyli „Wątpię, więc jestem”. Zawsze musicie wątpić. Po to, żeby być głodnymi zdobywania kolejnych ilości wiedzy, głodnymi wejścia w kolejne projekty i weryfikowania samego siebie w nowych okolicznościach. To jest pierwsze motto, które kiedyś, jakbym chciał mieć tatuaż, to bym sobie wytatuował. Ale nie chcę mieć tatuażu, więc to się nie stanie.

Kolejna rzecz – dotykaj, dotykaj, dotykaj, działaj, a potem analizuj. Bo im dłużej jestem w branży i im więcej ludzi spotykam, takich młodych, którzy chcą wejść do pracy jako trenerzy czy instruktorzy, tym więcej widzę wątpliwości natury analitycznej. Często po prostu ta analiza blokuje działanie. Postaw na działanie. Pamiętajcie, że najgorsze, co może się Wam zdarzyć na ścieżce rozwoju trenerskiego to to, że po prostu nie wyjdzie. I będziecie próbowali dalej. To jest najgorsze, co może Was spotkać. Czyli po prostu nie wyjdzie. I co z tego? Pójdziecie dalej, nauczycie się czegoś, dostaniecie nowe doświadczenie. Więc działaj, potem analizuj, znowu działaj, analizuj, itd.

Trzecia rzecz – daj sobie prawo do błędu. To jest bardzo ważne. Pamiętajcie, że nie da się wiedzieć wszystkiego, nie da się robić wszystkiego perfekcyjnie. Nie da się być ideałem, bo można się zamęczyć na poziomie psychiki i na poziomie fizyczności.

I dwie ostatnie rzeczy to są rzeczy totalnie natury miękkiej. To też takie moje prywatne wartości, które mocno wyznaję i które powodują, że funkcjonuję w tej branży, czując się tam jak w domu. Pierwsze: kochaj ludzi. Wiem, że to jest oklepane, ale po prostu trzeba lubić ludzi, żeby pracować w branży silnie związanej z czynnikiem ludzkim. Nieważne, czy to jest rekreacja, komercja czy jest to sport wyczynowy. Ty musisz tych ludzi po prostu lubić. Nie możesz mieć wstrętu do ludzi, żeby być dobrym specjalistą. I ostatnia rzecz, dotycząca ilości pracy, którą na co dzień wykonujemy. Musicie wiedzieć, że ona jest po prostu gigantyczna. Nawet nie chcę mówić godzin, bo mogę ludzi przestraszyć, poza tym to jest nasz własny wybór, nikt nas do tego nie zmusza. „Kto czyni dobro, nie bywa zmęczony”. I kropka.

KP Piękne. Myślę, że to podsumowanie rzeczywiście pokazuje, jak dużo trzeba włożyć, ale jak dużo można później zabrać. Czyli rzeczywiście tej wiedzy jest ogrom, ale otrzymujemy na koniec jeszcze więcej i chyba to nas napędza do działania. Także Marek, wielkie dzięki. Mam nadzieję, że pojawiło się tutaj dużo obszarów konkretnych, jaką drogą można podążać. Na co warto zwrócić uwagę, czym się nie przejmować i ewentualnie w którym kierunku podążać. Jeżeli chcielibyście dopytać, to zdecydowanie jesteśmy mega otwarci. Piszcie w mailach, piszcie w komentarzach. Bardzo Was prosimy też o oceny naszego podcastu, bo dzięki temu jesteśmy lepiej widoczni w rankingach, a dzięki temu możemy się dzielić tą wiedzą w większym obszarze. No i co? Marek, ja Tobie dziękuję i do zobaczenia następnym razem. Trzymajcie się, cześć!

(Visited 182 times, 1 visits today)